Nie mamy też Ministerstwa Miłości. W razie potrzeby zgłaszam się do kierowania takim resortem. Wszystkich kochać, nikogo nie oszczędzać. :) Translate Tweet.
Prymas Polski abp Wojciech Polak zaprasza i apeluje o włączenie się w modlitwę za osoby skrzywdzone grzechem wykorzystania seksualnego. Specjalny dzień modlitwy i pokuty obchodzony jest w Kościele 4 marca. – Obejmujemy naszą modlitwą wszystkich, nikogo nie wykluczamy. Prosimy też za Kościół, by miał siłę i nie ustawał w walce z tym potwornym przestępstwem – podkreśla
Kochać wszystkich, nikogo nie oszczędzać @DieLeseratte ponad 2 lata temu Zdecydowanie haiku (moja pierwsza próba, nie wiem, czy udana :D ) Przyszła dziś tutaj.
Fast Money. Do przeczytania w ok. 2 z najdziwniejszych i najbardziej tajemniczych historii związanych z kryzysem migracyjnym na granicy polsko-białoruskiej znalazła swój tragiczny finał. Emil Czeczko - żołnierz, który zdradził Wojsko Polskie i stał się gwiazdą reżimowych mediów białoruskich został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w Mińsku. Według wstępnych ustaleń, przyczyną śmierci było powieszenie. Oficjalny komunikat białoruskich organów ścigania podaje, że rozważane są wszystkie możliwe wersje wydarzeń, włącznie z gwałtownym charakterem śmierci. Na miejsce zdarzenia natychmiast przyjechała ekipa dochodzeniowa. Obecnie prowadzone są oględziny, rejestrowane są ślady, a przedmioty ważne dla śledztwa są zabezpieczane - podają służby białoruskie Na razie nie wiadomo skąd tamtejsze organy ścigania wiedziały o śmierci Czeczki, ani skąd teza o jej gwałtownym przebiegu. Można jednak spodziewać się, że w najbliższym czasie uzyskamy wiele bardzo rzetelnych informacji ze strony Białorusinów. Emil Czeczko był szeregowym w 11. Mazurskim Pułku Artylerii w Węgorzewie. Jako żołnierz Wojska Polskiego zdezerterował pod koniec ubiegłego roku w czasie trwania kryzysu migracyjnego na granicy schronienie na Białorusi, gdzie natychmiast zaczęto go wykorzystywać jako marionetkę reżimu Aleksandra Łukaszenki. Były polski żołnierz opowiadał w białoruskich mediach kuriozalne historie o masowych ludobójstwach, które miały mieć miejsce na granicy. Sam przyznawał, że wykonując rozkazy zabijał 20 osób dziennie, a był świadkiem, gdy polskie wojsko rozstrzelało w lesie 240 migrantów i wrzuciło ich ciała do zbiorowej mogiły. Za dezerterem wyznaczono list gończy. Nie tylko w związku z ucieczką ze służby, ale także ponieważ postawiono mu zarzuty pobicia swojej matki. Przypomnijmy, że jest to człowiek, który zdradził swój kraj, zbiegł na stronę białoruską. W tej chwili wie, że nie ma powrotu do Polski, bowiem czeka go tu długoletnie więzienie nie tylko za dezercję, ale też za wcześniejsze przestępstwa popełnione w Polsce - komentował wówczas Stanisław Żaryn, rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Od jakiegoś czasu o polskim dezerterze było cicho. Teraz historia Emila Czeczki będzie mieć swój ciąg dalszy, ale już bez jego udziału.
Byli ze sobą na tyle długo, że pamiętali nie tylko swoje pierwsze, ale i drugie imiona, znali tak dobrze, że wiedzieli już po mowie ciała, kiedy które z nich kłamie, i kochali tak bardzo, że akceptowali swoje najbardziej ześwirowane dziwactwa. Na przykład to, że ona nie była w stanie zasnąć, jeśli nie umyła wszystkich blatów i nie poodkurzała przed spaniem i to, że on zawsze prosił o frytki na osobnym talerzu w IKEI, żeby przypadkiem nie zalały się sosem z klopsików. Choć w sumie to nic, prawdziwym wyznacznikiem ich poziomu zakochania, był fakt, że gdy żartowali na temat tego, że będą mieli razem dziecko, żadne z nich nie dostawało ciarek przerażenia na całym ciele i nie zaczynało instynktownie biec w ciemności w bliżej nieokreślonym kierunku, byle tylko uciec od tej wizji. Oboje pracowali, jak przystało na dorosłych, poważnych i odpowiedzialnych ludzi, 5 dni w tygodniu, po przynajmniej 8 godzin dziennie, tocząc heroiczną walkę ze wszystkimi wyzwaniami, za które im płacili. Które nie raz wyczerpywały ich jak utrzymanie porządku w kawalerce, więc gdy już czuli, że ich baterie padają i potrzeba regeneracji, a przynajmniej przerwy, on wpadł na pomysł. „Genialny w swej prostocie”, jakby to zaskreczował DJ Adamus w programie Jakuba Wojewódzkiego. Pomysł ten brzmiał: jedźmy na weekend w góry! Przyznacie, że genialne, prawda? Ona, nie mając za bardzo wyjścia, również przytaknęła i z radością zaczęła przeglądać z nim hotele, żeby znaleźć ten jeden jedyny najjedyńszy, w którym poczują się jak królowie, jak Książę William i Księżna Kate. Tyle, że bez tłumu gapiów przed wejściem i dzikich paparazzi na drzewach. I znaleźli! Dziewięciopunktowy w skali Bookingu, czterogwiazdkowy w skali astronomicznej i zajebisty w skali ich własnej. Zarezerwowali, namalowali w swoich głowach pejzaż górskiej sielanki, z dala od miejskiego zgiełku i sąsiadów na przemian katujących ich audycjami Radia Maryja i rozklepywaniem mięsa na schabowe, i wyczekiwali dnia, gdy białe górskie pasmo rozciągnie przed nimi niezmącony spokój. W końcu ten moment nastał, spakowali do walizek wygodne ciuchy na lenienie i wycięte na zbliżenie, wsiedli do auta i śpiewając wodny przebój Lykke Li, ruszyli w stronę górskich źródeł! Po dotarciu na miejsce, odebrali karty do swojego pokoju, wjechali na 3 piętro, szybkim ruchem ściągnęli kurtki i buty, i wskoczyli na łóżko, ze zwinnością urwisów, które w dzieciństwie zarwały niejeden stelaż, rozkoszując się odprężającym widokiem białych szczytów za oknem. Było dokładnie tak jak sobie zaplanowali: spokój, przyroda i tylko ich dwoje. Do momentu, aż nie usłyszeli przeraźliwego ryku, rozdzierającego ciszę jak Rejtan szaty. Autorem tego szlachtującego membrany popisu wokalnego nie był ani niedźwiedź napadający na turystów, ani turyści uciekający przed niedźwiedziem, ani nawet jeleń grzebiący z nudów w ziemi. Tak przeraźliwy i niemożliwy do pohamowania dźwięk, mogło wydać z siebie tylko jedno zwierzę: dziecko! Beczące dziecko w pokoju nad nimi sadystycznie zabiło atmosferę intymności, sprzyjającą zdobyciu innych szczytów niż górskie, ale nie poddawali się. Przed wyjazdem zaplanowali, że odpoczną i mieli zamiar dopiąć swego, nawet, gdyby mieli się od tego zmęczyć. Postanowili skorzystać z innych niż łóżko atrakcji hotelowych, przebrali się w mięciutkie szlafroki i zjechali windą na basen. Na basen, na którym aż roiło się od dzieci, jak od piranii w Amazonce. Skakały z brzegów, biły się piankami, rzucały piłką i pływały w kółkach. Wszędzie! Rycząc wniebogłosy w trakcie wykonywania każdej z tych czynności. I będąc w bezruchu zresztą też. Widok tego oczka wodnego w pełni opanowanego przez mikrusy między drugim, a jedenastym rokiem życia, nieprzestrzegające żadnych zasad BHP, nie mówiąc już o zwykłym pożyciu międzyludzkim, wyglądał jak plan zdjęciowy nowego horroru Hitchcocka. W momencie, gdy jeden 5-latek myśląc, że Jego noga jest dziecioprzepuszczalna, rozpędzony odbił się od niej lądując na płytkach z charakterystyczną pieśnią na ustach, którą fonetycznie można zapisać jako „łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee”, a drugi, zapominając, że nie jest na wuefie w szkole i nie gra w zbijanego, trafił Ją mokrą piłką w głowę, Oboje stwierdzili, że przegrali tę walkę i czas na kapitulację. Nie odpuszczali jednak wojny, wciąż wierząc, że są w stanie wygrać ten spór o odpoczynek. Było jednak zbyt późno na wycieczkę po którymś ze szlaków, a też nie po to przyjechali na łono natury, by chodzić po knajpach, więc zdecydowali się na ostatnią dostępną opcję – partyjkę bilardu. Wszak była to gra tylko dla dorosłych, ze względu na jej niebezpieczeństwo związane ze śmiercionośnymi bilami napędzanymi przez cyklopogenne kije. I fakt, że żeby dosięgnąć do stołu, trzeba mieć te metr sześćdziesiąt. Wjechali więc na poziom z kawiarnią, którą otaczał taras widokowy i gdy tylko drzwi od windy się rozsunęły, ich oczom ukazał się batalistyczny krajobraz rodem z „300”. Chłopiec w bluzie z Kaczorem Donaldem wspinał się na stół z uzami, trzymając pod pachą kij, którym ciągle coś strącał, natomiast dziewczynka z niebieską kokardą we włosach ciągnęła go za nogę, próbując sprowadzić na ziemię. Wiedzieli, że lada moment dojdzie do rozlewu krwi, więc żeby nie być tego, świadkami wcisnęli guzik z cyfrą „3” na tablicy w windzie i wrócili do pokoju. – Jutro też jest dzień – rzucił z troską On do Niej, gdy przymierzała się do wzięcia rozpędu i uderzenia głową w ścianę, po czym poszli spać, licząc, że jutro faktycznie będzie lepiej. Noc upłynęła spokojnie, blask księżyca wpadał im przez okno oświetlając stolik z niedopitym winem musującym, jednak poranek przyszedł wcześniej niż się spodziewali. O 6:30 w pokoju nad nimi włączyła się ta sama syrena alarmowa, która roztrzaskała w drobny mak atmosferę zbliżenia dzień wcześniej. Półprzytomni, wątpiąc, że ktoś na małoletnim tenorze wciśnie przycisk pauzy, zwlekli się z łóżka i oddali się rytuałowi porannej toalety, przy akompaniamencie tupotu małych stóp dobiegającym z korytarza. Czyści i pachnący, z resztkami nadziei na romantyczny weekend, zjechali na poziom -1, do sali jadalnej na śniadanie, licząc, że ponakładają sobie naleśniki ze świeżymi owocami i miodem, na które w ciągu tygodnia nigdy nie mają czasu, i tym razem nie zastali bitwy Spartan pod Termopilami. Nie. To co wyświetliło im się na siatkówkach oczu było prawdziwą bitwą o Śródziemie z „Władcy Pierścieni”. Oddziały szkrabów, jak rozjuszone byki, atakowały wszystko co było w zasięgu ich głów, siejąc popłoch wśród cywili, szturmowcy, sięgający głowami ponad blaty z jedzeniem, przejmowali teren dekorując rozpaćkanymi pomidorami i Nutellą otoczenia wokół siebie, a cała ta batalia odbywała się przy gorliwym dopingu nowo narodzonych. On i Ona wzięli w dłoń po bułce i oscypku i ewakuowali się z powrotem do windy, najszybciej jak tylko było to możliwe. Gdy w końcu nastała niedziela, dzień wyjazdu i powrotu do normalności, pakując swoje walizki do samochodu płakali ze szczęścia, ciesząc się, że już nikt nie obudzi ich niekontrolowanym płaczem w środku nocy i przyrzekli sobie jedno: koniec z seksem. Przynajmniej dopóki nie przejdzie trauma. autorem zdjęcia w nagłówku jest Team Dalog
Oprócz wyprzedaży Steam wystartował także z plebiscytem na najlepsze oraz najgorsze gry. Tak jak w ubiegłym roku możemy nominować gry w danych kategoriach na tej stronie. Głosowanie zamyka się wraz z końcem Steam opisuje dane grupy:"„Kochać wszystkich, nikogo nie oszczędzać” Gry nas rozbawiają i sprawiają, że chociaż na chwilę odrywamy się od smutków dnia codziennego i ciężkich okresów naszego życia… i bądźmy szczerzy, rok 2017 był dla wielu osób ciężki. Z tego powodu właśnie KPNS pragnie wybrać grę, w której nie istnieje żadna walka lub konflikt.„Wybór ma znaczenie” Zabawa w grach leży w podejmowaniu decyzji, a ta nagroda powędruje do tej, która ma ich w bród. Może istnieje 31 sposobów na zdobycie twierdzy głównego złego? Może droga ku romantycznej przyszłości tylko czeka, aż przebędziesz ją z jednym z wielu potencjalnych partnerów? A może zajmiesz się hodowlą jedwabników? Wszystkie te kwestie mają wspólną cechę: wybór zawsze należy do ciebie.„Mój senny koszmar” Ta nagroda jest nieco myląca, bo ta gra nie jest jedynie koszmarem. Ona wkrada się do każdej twojej myśli. Ta gra nie wymaga poświęcenia twojego czasu. To ty go jej oddajesz.„Babciny obiadek” Istnieją gry, które cię ekscytują. Istnieją gry, które dają ci szczęście. Istnieją również gry tak intensywne, że aż reagujesz całym swoim ciałem. Mówimy o nogach jak z waty. Mówimy o pocących się dłoniach. Mówimy o atakach paniki. Mówimy o twoich znajomych, którzy przypominają ci o oddychaniu. Mówimy o babcinym obiadku.„Nie przepraszaj za nic” Nagroda ta jest przeznaczona dla gry, którą kochasz mimo wszystko. Czy ma jakieś wady? Być może. Czy inni nie rozumieją waszej miłości? Na pewno. Ale nie martw się, nie ma się o co obwiniać. To czysta przyjemność.„Wszystkie psy wojny puszczone ze smyczy” Poeta nie mógł ująć tego lepiej. Ta gra nie oferuje może największych fajerwerków... ale oferuje coś lepszego. Potencjał. Potencjał bycia potężną siłą natury. Albo i nie. Kto wie. Jesteś panem na włościach i nikt nie będzie ci mówił, co masz robić.„Nie do wiary” Bądźmy szczerzy: gry mogą zawierać w sobie dosyć absurdalne elementy… od historii, które napędzają fabułę, poprzez przedmioty wymagane do pokonania przeszkód, aż po samych głównych bohaterów. Ta nagroda przeznaczona jest dla gry, która posiada kluczowy komponent, który poza kontekstem wydaje się szalony, ale podczas rozgrywki sprawia, że nawet powieka ci nie drgnie, bo w tej chwili ma sens.„Dusza Witruwiusza” Człowiek witruwiański był wyobrażeniem idealnej formy według Leonarda. W podobnym stylu KPNS chce uczcić najlepiej zbudowaną postać... bez znaczenia, czy jest to człowiek, obcy, przedstawiciel rasy antropologicznych kotów czy czarna krowa w kropki bordo.„Nie do opisania” Ta gra jest jak... w zasadzie to jest bardziej podobna do... wyobraź sobie połączenie... a wiesz co, nie umiem jej opisać, po prostu w nią zagraj.„Owoc miłości” Z tej gierki żadna nowość, a członkowie zespołu stojącego za nią zdążyli już wyhodować brody, których nie powstydziłby się rasowy czarodziej. Ale że rodzice z nich na medal, to wciąż wspierają swoje dziecko, wydając nowe aktualizacje po tych wszystkich latach.„Łooooo, stary! Akademia niewystarczająco jasno opisała tę nagrodę w ubiegłym roku. Spróbujmy jeszcze raz. Ta nagroda jest dla „Las Vegas Parano” gier komputerowych.„Lepsze, niż się spodziewaliśmy” Wszyscy to kiedyś odczuliśmy. Podekscytowanie na myśl o tej jednej produkcji, zamówienie jej w przedsprzedaży, nerwowe oczekiwanie na zakończenie pobierania i w końcu upragnione granie. A emocje i wrażenia z niego płynące? Jeżeli swoje możesz określić słowami „Jaram się bardziej niż Rzym za Nerona”, to znasz już swojego kandydata do tej nagrody.„Dopisek” Jesteś członkiem Komitetu Przyznawania Nagród Steam, a to oznacza, że twój głos się liczy! Jaką dodatkową kategorię powinniśmy dodać do Nagród Steam 2017? Najlepsze wykorzystanie latarni morskiej? Najlepsza gra do słuchania Hamiltona? Limitem jest twoja wyobraźnia (i twoje niejasne poczucie przyzwoitości)!"Macie swoich kandydatów?
kochać wszystkich nikogo nie oszczędzać